Pewnie już kiedyś narzekałam, że nie lubię końca roku, sylwestra i tego całego ambarasu przy pisaniu nowej daty. Zazwyczaj w Nowy Rok czuję przypływ motywacji i dzielnie zakładam cele na następne 365 dni (tego pierwszego dnia odpuszczam). W zeszłym roku obiecałam sobie, że przeczytam 12 książek. Jeszcze kilka lat temu zakpiłabym sama z siebie. Jedna książka w miesiącu? Poważnie?
Udało mi się przeczytać 5 pozycji, słownie PIĘĆ.
1. "Gwiezdny pył" N. Gaimana. Przyjemna historia, znana, ale jakby ładniejsza, kiedy się ją przeczyta.
2. "Amerykańscy bogowie" tegoż. Zaczęłam od serialu, może niepotrzebnie, bo potem nie umiałam sobie zwizualizować nikogo innego jako Cienia, jak tylko aktora z serialu Netflixa.
3. "Chłopaki Anansiego" tegoż. Luźna kontynuacja poprzedniej pozycji, rozgrywająca się w tym samym świecie. Czytało się lekko i kilka razy uśmiechnęłam się do autora za te polskie akcenty (zresztą nie pierwszy raz po nie sięga).
4. "I nie było już nikogo..." A. Christie. To moja pierwsza książka królowej kryminału, którą poleciła mi kiedyś koleżanka. Czytając to po raz pierwszy, książka miała rasistowski tytuł.
5. "Ciemno, prawie noc" J. Bator. Oj, jak miło przeczytać kawałek dobrej, polskiej prozy... Zajęło mi trochę przyzwyczajenie się do stylu, ale jak już załapałam to aż nie chciało się kończyć lektury.
Na ten rok podtrzymuję swoje postanowienie. Może kiedyś się uda wypełnić je w 100%.
Przyjmuję propozcyje książkowe pod tym postem, tylko poważne oferty.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 8 stycznia 2019
wtorek, 13 maja 2014
Akty okrucieństwa
Przeważnie w pracy zajmuję się ładnymi rzeczami. Ale zdarzają się dni, kiedy muszę dokonać rzeczy strasznych. Potwornych. Niewybaczalnych.
Łudzę się, że jeśli podzielę się z moją zbrodnią publicznie, wyrzuty sumienia ucichną albo staną się choć odrobinę mniejsze. Jeżeli zachowam to dla siebie, zapewne oszaleję. Uwaga, wyznaję.
Niszczyłam książki. Bestialsko odrywałam okładki (zazwyczaj twarde), by ujawnił się grzbiet książki. Na szczęście niektóre pozycje były tak kiczowate, że mi to zwisało i powiewało, lecz inne... Gdy o tym myślę to żałuję, że jestem na tyle uczciwa, by nie kraść. Wyjechałabym z pracy obładowana tobołkami.
Ktoś z Was postuka się palcem po głowie i grymasem na twarzy zapyta "Po cholerę robić takie rzeczy? Komu przeszkadzały okładki?"
Ano okazuje się, że znalazłaby się taka jedna osoba, a może nawet i kilka, którym okładki się nie podobały. Ech, ci Arabowie. Ech, te projekty hotelowe.
Ostatnio akty okrucieństwa dotykają także naszych tzn. moich i Angolowych tradycji. Mieliśmy celebrować małe zwycięstwa w De Grey's - zamknęli. Potem znaleźliśmy fajną knajpę z cornish pasty w różnistych kompilacjach i mieliśmy chodzić tam raz w miesiącu - zamknęli, bez żadnego uprzedzenia. Bródka drgała gdy czytaliśmy powiadomienie, wywieszone na drzwiach i była nagła potrzeba mocnego przytulenia. Tak się nie robi!!!
Życie pełne jest podobnych aktów okrucieństwa, nie wspominając już o tym, że potrąciłam trzmiela rowerem. Sam wleciał mi pod koło, nie mogłam zrobić nic!
***
Wszechświat starał się przekazać mi wiadomość. Znalazłam dzisiaj kilka monet, w różnych przypakowych miejscach. Prawdopodobnie miałam dzisiaj zagrać w totka. Szansa zaprzepaszczona, willi z basenem nie będzie.
Łudzę się, że jeśli podzielę się z moją zbrodnią publicznie, wyrzuty sumienia ucichną albo staną się choć odrobinę mniejsze. Jeżeli zachowam to dla siebie, zapewne oszaleję. Uwaga, wyznaję.
Niszczyłam książki. Bestialsko odrywałam okładki (zazwyczaj twarde), by ujawnił się grzbiet książki. Na szczęście niektóre pozycje były tak kiczowate, że mi to zwisało i powiewało, lecz inne... Gdy o tym myślę to żałuję, że jestem na tyle uczciwa, by nie kraść. Wyjechałabym z pracy obładowana tobołkami.
Ano okazuje się, że znalazłaby się taka jedna osoba, a może nawet i kilka, którym okładki się nie podobały. Ech, ci Arabowie. Ech, te projekty hotelowe.
Ostatnio akty okrucieństwa dotykają także naszych tzn. moich i Angolowych tradycji. Mieliśmy celebrować małe zwycięstwa w De Grey's - zamknęli. Potem znaleźliśmy fajną knajpę z cornish pasty w różnistych kompilacjach i mieliśmy chodzić tam raz w miesiącu - zamknęli, bez żadnego uprzedzenia. Bródka drgała gdy czytaliśmy powiadomienie, wywieszone na drzwiach i była nagła potrzeba mocnego przytulenia. Tak się nie robi!!!
Życie pełne jest podobnych aktów okrucieństwa, nie wspominając już o tym, że potrąciłam trzmiela rowerem. Sam wleciał mi pod koło, nie mogłam zrobić nic!
***
Wszechświat starał się przekazać mi wiadomość. Znalazłam dzisiaj kilka monet, w różnych przypakowych miejscach. Prawdopodobnie miałam dzisiaj zagrać w totka. Szansa zaprzepaszczona, willi z basenem nie będzie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
