Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 września 2014

Post bez powodu

Zrobiło się dzisiaj ponuro szybciej niż zazwyczaj i spadł deszcz (oczywiście na 10 minut przed moim wyjściem z pracy, bo a jakżeby inaczej). A weekend był taki słoneczny i ciepły! Szarpnęłam się nawet na krótki rękaw spacerując z Angolem po Ludlow. Ostatnio odkrywamy to miasteczko na nowo. Nie wiedziałam, że ma w sobie tyle historii. Kościoły z wczesnego średniowiecza, zamek, w którym mieszkał książę Artur, dom, w którym przebywał jeden z braci Napoleona - Lucjan, wraz ze swoją rodziną, gdyż jedo sławny brat zakazał mu powrotu do rodzinnej Francji... Ach, tylu ciekawych informacji można się dowiedzieć spacerując po sklepach w poszukiwaniu spodka na torebki po herbacie. No i najważniejsze - otwarli na nowo De Grey's!
I weekend minął, kolejny tydzień przed nami. Zapowiada się dużo sprzątania i jeszcze więcej mysich bobków.

 Zapomniałam się pochwalić, że kilka tygodni temu przyśnił mi się Chris Cornell. Fajny z niego chłop, mimo iż wybił mi z głowy koncert Audioslave. No trudno. Musi mi wystarczyć śpiew a capella specjalnie dla mnie.
Mogłabym się również pochwalić podpaleniem się, ale to nie powód do dumy.
Głupia, spaliłam sobie kawałek koncertowego t-shirta. Smuteczek.

Właściwie nie wiem, po co chciałam napisać notkę. Prawdopodobnie po to, by przy wrześniu w nawiasie pojawiła się cyfra 2. Uznajmy, że taki powod jest dobry jak każdy inny.

niedziela, 26 maja 2013

Trawing i cydering

Trzymajcie się krzeseł, foteli, czy na czym tam siedzicie. Trzymajcie się mocno, albowiem wiadomość będzie mocna. Może zwalić z nóg.
Opaliłam się.
Dzisiaj podczas niemal 3 (słownie: trzy) godzinnego spaceru spaliłam sobie ramionko. Tłumy szaleją, wszyscy się cieszą, meksykańska fala! Pierwsze słonko na mym ciele w tym sezonie i już piecze. A ja myślałam, że najszybciej ten zaszczyt kopnie mnie dopiero na woodstocku... Oby mi tylko piegi nie wyszły.
Uważny czytelnik zauważył, że użyłam słowa spacer. Udało mi się zaszantażować emocjonalnie Angola i wywabić go z kryjówki na światło dzienne. Wzięliśmy na drogę gruszkowe cydry (co za niefortunne wyrażenie) i zaczęliśmy szukać miejsca w plenerze, gdzie moglibyśmy je w spokoju spożyć. To wcale nie jest takie łatwe w naszych okolicach. Ostatecznie włamaliśmy się komuś na pastwisko - otwierając bramę i grzecznie wchodząc na posesję - usiedliśmy na trawce nad rzeczką i raczyliśmy się piękną pogodą/trunkiem. Ja podziwiałam angielską wioskę, Angol - zaloty pająków. Gdy opróżniliśmy puszki i skończyliśmy łamać prawo, grzecznie opuściliśmy miejscówkę, aby wrócić do domu okrężną drogą. Powiedzmy, że częściowo się nam udało. Maszerowanie przez środek pola z zaskoczonymi owcami dookoła wprawiło mnie w doskonały humor, pomimo pokrzyw i nadkładania drogi.
Bo ja lubię tak.

Wszystkim mamom życzę najpiękniejszych kwiatów! (choć o tej porze to raczej wszystkie się już pochowały... kwiaty, nie mamy)