Zrobiło się dzisiaj ponuro szybciej niż zazwyczaj i spadł deszcz (oczywiście na 10 minut przed moim wyjściem z pracy, bo a jakżeby inaczej). A weekend był taki słoneczny i ciepły! Szarpnęłam się nawet na krótki rękaw spacerując z Angolem po Ludlow. Ostatnio odkrywamy to miasteczko na nowo. Nie wiedziałam, że ma w sobie tyle historii. Kościoły z wczesnego średniowiecza, zamek, w którym mieszkał książę Artur, dom, w którym przebywał jeden z braci Napoleona - Lucjan, wraz ze swoją rodziną, gdyż jedo sławny brat zakazał mu powrotu do rodzinnej Francji... Ach, tylu ciekawych informacji można się dowiedzieć spacerując po sklepach w poszukiwaniu spodka na torebki po herbacie. No i najważniejsze - otwarli na nowo De Grey's!
I weekend minął, kolejny tydzień przed nami. Zapowiada się dużo sprzątania i jeszcze więcej mysich bobków.
Zapomniałam się pochwalić, że kilka tygodni temu przyśnił mi się Chris Cornell. Fajny z niego chłop, mimo iż wybił mi z głowy koncert Audioslave. No trudno. Musi mi wystarczyć śpiew a capella specjalnie dla mnie.
Mogłabym się również pochwalić podpaleniem się, ale to nie powód do dumy.
Głupia, spaliłam sobie kawałek koncertowego t-shirta. Smuteczek.
Właściwie nie wiem, po co chciałam napisać notkę. Prawdopodobnie po to, by przy wrześniu w nawiasie pojawiła się cyfra 2. Uznajmy, że taki powod jest dobry jak każdy inny.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 29 września 2014
niedziela, 26 maja 2013
Trawing i cydering
Trzymajcie się krzeseł, foteli, czy na czym tam siedzicie. Trzymajcie się mocno, albowiem wiadomość będzie mocna. Może zwalić z nóg.
Opaliłam się.
Dzisiaj podczas niemal 3 (słownie: trzy) godzinnego spaceru spaliłam sobie ramionko. Tłumy szaleją, wszyscy się cieszą, meksykańska fala! Pierwsze słonko na mym ciele w tym sezonie i już piecze. A ja myślałam, że najszybciej ten zaszczyt kopnie mnie dopiero na woodstocku... Oby mi tylko piegi nie wyszły.
Uważny czytelnik zauważył, że użyłam słowa spacer. Udało mi się zaszantażować emocjonalnie Angola i wywabić go z kryjówki na światło dzienne. Wzięliśmy na drogę gruszkowe cydry (co za niefortunne wyrażenie) i zaczęliśmy szukać miejsca w plenerze, gdzie moglibyśmy je w spokoju spożyć. To wcale nie jest takie łatwe w naszych okolicach. Ostatecznie włamaliśmy się komuś na pastwisko - otwierając bramę i grzecznie wchodząc na posesję - usiedliśmy na trawce nad rzeczką i raczyliśmy się piękną pogodą/trunkiem. Ja podziwiałam angielską wioskę, Angol - zaloty pająków. Gdy opróżniliśmy puszki i skończyliśmy łamać prawo, grzecznie opuściliśmy miejscówkę, aby wrócić do domu okrężną drogą. Powiedzmy, że częściowo się nam udało. Maszerowanie przez środek pola z zaskoczonymi owcami dookoła wprawiło mnie w doskonały humor, pomimo pokrzyw i nadkładania drogi.
Bo ja lubię tak.
Wszystkim mamom życzę najpiękniejszych kwiatów! (choć o tej porze to raczej wszystkie się już pochowały... kwiaty, nie mamy)
Opaliłam się.
Dzisiaj podczas niemal 3 (słownie: trzy) godzinnego spaceru spaliłam sobie ramionko. Tłumy szaleją, wszyscy się cieszą, meksykańska fala! Pierwsze słonko na mym ciele w tym sezonie i już piecze. A ja myślałam, że najszybciej ten zaszczyt kopnie mnie dopiero na woodstocku... Oby mi tylko piegi nie wyszły.
Uważny czytelnik zauważył, że użyłam słowa spacer. Udało mi się zaszantażować emocjonalnie Angola i wywabić go z kryjówki na światło dzienne. Wzięliśmy na drogę gruszkowe cydry (co za niefortunne wyrażenie) i zaczęliśmy szukać miejsca w plenerze, gdzie moglibyśmy je w spokoju spożyć. To wcale nie jest takie łatwe w naszych okolicach. Ostatecznie włamaliśmy się komuś na pastwisko - otwierając bramę i grzecznie wchodząc na posesję - usiedliśmy na trawce nad rzeczką i raczyliśmy się piękną pogodą/trunkiem. Ja podziwiałam angielską wioskę, Angol - zaloty pająków. Gdy opróżniliśmy puszki i skończyliśmy łamać prawo, grzecznie opuściliśmy miejscówkę, aby wrócić do domu okrężną drogą. Powiedzmy, że częściowo się nam udało. Maszerowanie przez środek pola z zaskoczonymi owcami dookoła wprawiło mnie w doskonały humor, pomimo pokrzyw i nadkładania drogi.
Bo ja lubię tak.
Wszystkim mamom życzę najpiękniejszych kwiatów! (choć o tej porze to raczej wszystkie się już pochowały... kwiaty, nie mamy)
Subskrybuj:
Posty (Atom)