"Ja nie chcę, żeby to się kończyło" - jęknął Angol przy ostatniej ze scen "Hobbita". To samo ja mogę wyjęczeć teraz, gdy zbliża się ostatni dzień tego roku.
Może 2012 rok nie należał do najlepszych, zwłaszcza w swojej pierwszej połowie, ale później wszystko się pozmieniało. Przemeblowałam swoje życie i jak na razie sprawnie działa. Mogę sobie pozwalać na spełnianie małych marzeń, a to dobra droga do spełniania tych wielkich. Ale przede wszystkim mam dobrą szkołę życia, w której ciągle uczę się czegoś nowego. Pokonuję własne słabości (21 stóp!) i uczę się pracy zespołowej. Współpraca z Knurkiem jest satysfakcjonująca i momentami bawiąca do łez.
Dlatego ten rok będzie dla mnie rokiem zmian. Na lepsze. Rokiem kilku zamkniętych rozdziałów i kilku nowych, całkiem świeżych, czekających na rozwinięcie.
I rokiem Hobbita ^^ Wczorajszy drugi seans w IMAX zrobił na mnie ponownie wielkie wrażenie. Choć znałam fabułę i wiedziałam, jak się skończy, z nerwów zaciskałam dłonie na płaszczu. Lovusiam! Kili lowe!
W ostatnim tygodniu dwa razy przyśnił mi się koniec świata. Moja podświadomość w pełnej gotowości wyczekiwała końca, a tu się okazało, że przełożono. Zatem aby nie marnować energii podświadomość ma rehabilituje się w marach sennych, wstawiając mnie na próby survivalowe. Wiecie co Wam powiem? Jeśli tak to ma wszystko wyglądać to mi się nie chce. Nie warte zachodu.
Pewnie gdy jutro wrócę do domu - kto wie, może znów sobie zjadę z 21 stóp (:D:D:D) - będę zbyt zajęta, aby cokolwiek napisać, dlatego...
POMYŚLNOŚCI W NOWYM ROKU!
Niech się Wam wszystkim wiedzie :)
poniedziałek, 31 grudnia 2012
sobota, 29 grudnia 2012
czwartek, 27 grudnia 2012
Łakomczuchy
Rozmowy międzypomieszczeniowe.
S (spod prysznica): A wiesz, czym będę się za chwilę zajmować? Podpowiedź - popatrz w swoje prawo. Co widzisz?
A: Twoje kapcie, koperty, laptopa...
S: Na podłodze.
A: Ciasteczka.
S: A na ciasteczkach?
A: Żelki.
S: A na żelkach?
A: Ciasteczka.
Świąteczne zapasy i prezenty dają się we znaki, przysłaniając resztę świata. Yyy, podłogi.
(Tak w ogóle chodziło mi o książkę, ja tu czytam!)
S (spod prysznica): A wiesz, czym będę się za chwilę zajmować? Podpowiedź - popatrz w swoje prawo. Co widzisz?
A: Twoje kapcie, koperty, laptopa...
S: Na podłodze.
A: Ciasteczka.
S: A na ciasteczkach?
A: Żelki.
S: A na żelkach?
A: Ciasteczka.
Świąteczne zapasy i prezenty dają się we znaki, przysłaniając resztę świata. Yyy, podłogi.
(Tak w ogóle chodziło mi o książkę, ja tu czytam!)
Między wronami
Niefart. Angolek ma wolne, a ja pracuję. Że też właśnie teraz, akurat tak dużo. Nici z naszych szalonych planów (do których należą... zakupy - och, szaleństwo!). Śmiem przypuszczać, że ktoś tu zacznie napier***ać obiecywane smoki, podczas gdy drugi ktoś będzie oglądał smoki na zjeżdżalni.
No dobrze, przepraszam, to ostatnie było nieprofesjonalne. Biję się w pierś.
Dzisiaj rano dobrze mi się leżało, ale nagle w drzwi zastukał listonosz. Przyniósł paczkę. Z Polski! Wyskoczyłam z pieleszy jak popa żona ^^ Nareszcie nadeszło pomarańczowe mydło pod prysznic! (tu niby przypadkowy zjazd kamery na etykietę i widniejącą na niej nazwę Ziaja) Nasze ulubione. Muszę pilnować Angola, żeby przypadkiem go nie podjadał. Poza tym ręczniki, ręczniczki, ściereczki i inne rzeczy, które czynią panią domu szczęśliwą. Oraz mój kubek, jeden z nowszych, zakupiony w porywie miłości do czerwonych cętek i czarnego wnętrza. Cóż innego mogłoby mnie lepiej rozbudzić? :)
Zauważyłam w sobie coś cudownego i zarazem strasznego. Cudowne jest to, że mogę oglądać brytyjskie filmy i rozumiem! Rozumiem!!! Dla mnie to wyczyn jeszcze rok, dwa lata temu niemożliwy do osiągnięcia. Jednakże polskie przysłowie o wronach ma w sobie wiele prawdy. Zaczęłam nie tylko rozumieć krakanie, ale i sama zaczęłam krakać. Czasem przejawia się to w komicznych zlepkach językowych, w których splatam polski i angielski zupełnie nieświadomie. Czasem to bardzo irytujące i przykre, że ja, Filolożka Polka, Strażniczka Poprawności Językowej i Wróg Nagminnego "Przyszłem", cierpię na chwile umysłowego otępienia, kiedy to nie potrafię się wysłowić bez kilkukrotnego zastanowienia. Podziwiam ludzi, którzy mają dar nauki języków. Jestem w tym beznadziejna.
I istnieje nikła szansa na to, żebym nauczyła się wreszcie, że chips to nie crisps i odwrotnie :P
Etykiety:
euforia,
lingwistyka,
optymistycznie,
praca,
samo życie,
UK OK
środa, 26 grudnia 2012
Poświętowane
Barszcz się skończył. Wielka szkoda, zwłaszcza, że idealnie wchodził na kaca...
Święta już prawie za nami. Wigilia po raz pierwszy była aż tak obfita w jedzenie i po raz pierwszy poczułam zabójczą moc kapusty z grochem. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to taka potężna broń. Pod choinką znalazłam piękne prezenty i naoglądałam się świątecznych filmów :D Bardzo je lubię, bo mają w sobie nutkę magii. A co do wspomnianego kaca to cóż... musiałam dotrzymywać tempa gospodarzom i prawie mi się udało. Niestety następnego dnia bardzo cierpiałam :P
Zauważyłam też pewną zależność. Jeśli jestem sponiewierana to zawsze odwiedza nas Geguś. On to ma szczęście.
To były bardzo nietypowe święta. Choć bez śniegu i z dala od najbliższych, to jednak były spokojne i spędzone w miłej atmosferze. Nie obeszło się też bez kolęd - a ryba je, a ryba je a ryba mniam mniam mniam mniam mniam mniam mnia-am!
Teraz pozostało tylko kilka dni i znów będę musiała się przyzwyczajać na nowo do zapisywana daty. Dobrze, że tu na blogu robią to za mnie :)
Spędźcie te ostatnie godziny w iście świątecznym klimacie, robaczki!
Święta już prawie za nami. Wigilia po raz pierwszy była aż tak obfita w jedzenie i po raz pierwszy poczułam zabójczą moc kapusty z grochem. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to taka potężna broń. Pod choinką znalazłam piękne prezenty i naoglądałam się świątecznych filmów :D Bardzo je lubię, bo mają w sobie nutkę magii. A co do wspomnianego kaca to cóż... musiałam dotrzymywać tempa gospodarzom i prawie mi się udało. Niestety następnego dnia bardzo cierpiałam :P
Zauważyłam też pewną zależność. Jeśli jestem sponiewierana to zawsze odwiedza nas Geguś. On to ma szczęście.
To były bardzo nietypowe święta. Choć bez śniegu i z dala od najbliższych, to jednak były spokojne i spędzone w miłej atmosferze. Nie obeszło się też bez kolęd - a ryba je, a ryba je a ryba mniam mniam mniam mniam mniam mniam mnia-am!
Teraz pozostało tylko kilka dni i znów będę musiała się przyzwyczajać na nowo do zapisywana daty. Dobrze, że tu na blogu robią to za mnie :)
Spędźcie te ostatnie godziny w iście świątecznym klimacie, robaczki!
Etykiety:
blog,
głupoty,
goście,
love,
nomnomnom,
optymistycznie,
samo życie,
święta,
tęsknoty,
UK OK
niedziela, 23 grudnia 2012
Z kolędą w tle
Miała być wigilia w dwójkę, tylko my. Przy specjalnie na tę okazję przygotowanym blacie, na nowych talerzach i miseczkach, które dzisiaj zakupiliśmy w obawie przed brakiem zastawy, z dwunastoma potrawami do skosztowania.
Lecz nastąpiła nagła zmiana planów i jednak nie spędzimy wigilii w love shack, tylko u znajomych. Będzie liczniej, może będzie więcej dań do wypróbowania, finalnie coś się wychyli, tak na dobry sen.
Potem przejedziemy się do kościoła - aha, naprawdę! A następnie... się okaże :)
Tak czy inaczej jutro będzie mało czasu na wszystko, a co dopiero na napisanie życzeń... Dlatego dziś chcę wszystkim złożyć najszczersze życzenia: rodzinnych, pogodnych świąt, spędzonych w przyjemnej atmosferze. Nie zapomnijcie o tym, co najważniejsze i cieszcie się z najmniejszych rzeczy, bo to one kształtują ogół.
Smacznego karpia z małą ilością ości - schowajcie łuskę do portfela :)
Aha - nie oparzcie języka na barszczu!
... a pokój na lirze!
Lecz nastąpiła nagła zmiana planów i jednak nie spędzimy wigilii w love shack, tylko u znajomych. Będzie liczniej, może będzie więcej dań do wypróbowania, finalnie coś się wychyli, tak na dobry sen.
Potem przejedziemy się do kościoła - aha, naprawdę! A następnie... się okaże :)
Tak czy inaczej jutro będzie mało czasu na wszystko, a co dopiero na napisanie życzeń... Dlatego dziś chcę wszystkim złożyć najszczersze życzenia: rodzinnych, pogodnych świąt, spędzonych w przyjemnej atmosferze. Nie zapomnijcie o tym, co najważniejsze i cieszcie się z najmniejszych rzeczy, bo to one kształtują ogół.
Smacznego karpia z małą ilością ości - schowajcie łuskę do portfela :)
Aha - nie oparzcie języka na barszczu!
... a pokój na lirze!
piątek, 21 grudnia 2012
Tuż przed końcem
Dzierżąc w dłoni lampkę wina imbirowego pomyślałam o tej ciekawej sprawie, jaką jest przepowiadany koniec świata. Cokolwiek miałby on oznaczać to pewnie coś się jutro zmieni. Może inaczej będziemy patrzeć na Majów. Przypominam sobie, że kilka(naście?) lat wcześniej podczas prognozowanego końca świata maszerowałam z dzieciarnią na basem w upalny, lipcowy dzień. Wówczas bliska mi osoba powiedziała mi, że mnie kocha i że mówi mi to tak na wszelki wypadek. Później miała jeszcze okazję kilkakrotnie to powtórzyć i myślę, że po dziś dzień coś jej zostało z miłości do mnie.
Tak, to była ona :D Nauczycielka, wzór i przyjaciółka w jednym :)
Abstrahuję od tematu.
Jutro będzie kolejny koniec, a na Wyspie jakby nie było tematu. Anglicy zapewne twierdzą, że to ich nie dotyczy, a koniec świata nastąpi, gdy spadnie pół metra śniegu ;) ... A wówczas siurek będzie szalał ze szczęścia!
Teraz niestety nie mogę szaleć, tylko idę robić kanapki, bo Angol uniesiony problemem chrześcijańskich korzeni Europy jednocześnie przypomniał sobie, że nie przygotowałam mu wczoraj kanapek do pracy. Nagana. Chociaż wina była obustronna, śmiem twierdzić :> Jakiś sprzeciw?
Tak myślałam :)
Tak, to była ona :D Nauczycielka, wzór i przyjaciółka w jednym :)
Abstrahuję od tematu.
Jutro będzie kolejny koniec, a na Wyspie jakby nie było tematu. Anglicy zapewne twierdzą, że to ich nie dotyczy, a koniec świata nastąpi, gdy spadnie pół metra śniegu ;) ... A wówczas siurek będzie szalał ze szczęścia!
Teraz niestety nie mogę szaleć, tylko idę robić kanapki, bo Angol uniesiony problemem chrześcijańskich korzeni Europy jednocześnie przypomniał sobie, że nie przygotowałam mu wczoraj kanapek do pracy. Nagana. Chociaż wina była obustronna, śmiem twierdzić :> Jakiś sprzeciw?
Tak myślałam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)