środa, 8 sierpnia 2012

Amelinium

Wróciłam. Ale jeszcze nie mam na tyle czasu i sił, aby wszystko ująć w słowa. Kocham Woodstock. Jakkolwiek by nie było, cokolwiek by się nie działo, kocham. Będę tęsknić. Bo to je amelinium, tego nie pomalujesz!

(Spodziewać się relacji w najbliższym czasie, siur obiecuje, że się spręży i nadrobi lukę)

poniedziałek, 30 lipca 2012

Takie są fakty

Jest wiele niezaprzeczalnych faktów na tym świecie, z których chciałabym przytoczyć kilka, najważniejszych dla mnie na chwilę obecną, bo na całą resztę naprawdę nie mam obecnie czasu. Zatem przytaczam. Uwaga.

Fakt 1.
Za kilka godzin wyruszam na Przystanek Woodstock. Wraz z najlepszą ekipą będziemy się bawić na najpiękniejszym festiwalu na świecie i wprost nie mogę się doczekać :) Miłość, przyjaźń, muzyka i rock'n'roll!
Fakt 2.
Mam najlepszego chłopaka na świecie. I nikomu go nie oddam, żeby była jasność.
Fakt 3.
Jestem głodna.
Fakt 4.
Powroty do przeszłości nigdy nie przynoszą niczego dobrego. Zawsze kończą się dupiato, a nawet jeszcze gorzej. Następnym razem będę o tym pamiętać.
Fakt 5.
Deszcz to zamarznięty śnieg... czy jakoś tak.

A teraz przepraszam bardzo, ale zwijam moje manatki - zadziwiająco dużo ich się uzbierało - i ruszam w drogę. Albo nie, najpierw obiad ;)

Do zobaczenia w Kostrzynie!

czwartek, 26 lipca 2012

Zabawmy się!

Jedyna taka okazja. Przez bloga Velvetowej , gdzie znalazłam poniższa zabawę, postanowiłam się szarpnąć i zaproponować komuś coś fajnego zrobionego moimi rąsiami. Co prawda nie mam do zaproponowania takich cudów, jakie tworzy Velvet - obadajcie sobie przy okazji - ale mam dobre intencje. Jeszcze nie wiem, co to mogłoby być, ale w zależności od upodobań coś wymyślę. Słowo harcerza.
W każdym razie idea mi się podoba, dlatego wstawiam obrazek z zasadami:






Zapraszam do gry, bo nigdy nie wiadomo ;)

Do przodu

Jeszcze tylko kilkadziesiąt godzin i wszystko będzie inaczej. Lepiej.
Kolejny kamień milowy. Pogładzę go i ruszam dalej. Chyba nie powinnam oglądać się za siebie.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Pierwszy raz

Ostatnio mój nastrój sprzyja refleksjom. Przypominają mi się dawno zapomniane, odległe wspomnienia, które chciałabym zachować z powodu ich wielkiej wartości - dla mnie. Między innymi przebłyskami dawnych dni przypomniał mi się ten pierwszy raz.

To było w przedszkolu. Akurat tamtego dnia miała mnie odebrać tuż po obiedzie jedna z ciotek, już nie pamiętam dokładnie która. Poczułam wtedy, że skoro nie będzie mamy ani taty mam jedyną okazję, żeby to zrobić, żeby przezwyciężyć swój strach i samą siebie. Po wyjściu z budynku przedszkola poprosiłam, żebyśmy chwilkę poczekali i puściłam się pędem na plac zabaw. Wiedziałam, że albo teraz albo nigdy. Chciałam się na to odważyć i gdybym się wtedy cofnęła lub choć na moment zawahała z pewnością całe przedsięwzięcie zakończyłoby się klęską. Dlatego niewiele myśląc wspięłam się na zjeżdżalnie i od razu po niej zjechałam w dół. Serce podskoczyło mi do gardła, w żołądku aż załaskotało, a mnie rozpierała duma, że wreszcie to zrobiłam. Udało się! Wszystko trwało sekundę i wróciłam szczęśliwa do cioci.  Przekroczyłam barierę strachu. Wygrałam :)

sobota, 21 lipca 2012

Klejnoty

Właśnie dokonuje się nieodwracalny akt pozbawienia materiału genetycznego, który zapewniłby światu dawkę słodkości i piękna na czterech nogach. Niestety, wszystkie najlepsze cechy piesiuńcia nie będą miały możliwości rozmnożenia się i trochę mi z tego powodu przykro, jednakowoż wolę, by stał się eunuchem, bo jednego psa z nowotworem już miałam i dziękuję. Wolę eunucha.
[Dla jasności - posiadanie klejnotów rodzinnych nie jest jednoznaczne z zachorowaniem na raka, ale w przypadku Jokera było to wielce prawdopodobne, stąd moje nieco zawiłe wnioskowanie.]

Biedny pieseczek. Raczej sobie nie pofigluje.

Zmieniając temat - robi się kukułkówka! Idąc za ciosem po powodzeniu w produkcji likieru kukułkowego postanowiłam zrobić coś smacznego na Woodstock i mam nadzieję, że będzie mniamciu. Jak nie - to się zdenerwuję, bo specjalnie szłam do piwnicy po słoik, żeby pomieścić te mikstury. Ten wysiłek musi zostać zrekompensowany.

Odebrałam z dziekanatu indeks i zastanawiam się, czy ktoś się przypadkiem nie rąbnął w rachunkach, bo moja średnia jest niepokojąco wysoka. A jak policzyli złe oceny...?
Trudno, będę mieć ładną pamiątkę ^^

czwartek, 19 lipca 2012

To jest miłość

Awww...
Królowa kupiła mi dziś buty na woodstock.Wyjaśniła, że przecież w czymś muszę tam chodzić, glany mam dziurawe, a zielonych trampek szkoda, bo się zniszczą. Matczyna troska jest rozczulająca i jedyna w swoim rodzaju :)

***
Cytat dnia, który doprowadził mnie do głośnego rechotu: "I need a horse!"