To sobie dzisiaj popisałam... ale przynajmniej przeglądając dotychczasowe strony świdrującym spojrzeniem wpadłam na kilka genialnych pomysłów i nie zawaham się ich zrealizować. Niektóre z nich nie mają absolutnie żadnego związku z pracą, ale taki jest efekt uboczny twórczego myślenia i nic na to nie poradzę :P
Pochodziłam sobie dzisiaj boso po trawie i zrobiło mi się tak wakacyjnie...! I ubrudziłam sobie stopę żywicą, co już nie było takie przyjemne.
Ale co tam. Razem z Młodym, który w swojej okazałej brodzie wygląda na starego, więc mówią mu per pan, poznaliśmy nowe zastosowanie źdźbeł trawy i wydobywaliśmy z nich ciekawe dźwięki. Nawet nas to trochę wciągnęło i przez moment Młody zapomniał, jak bardzo boli go ząb.
A moje kołki są od dziś na jurze i mają moje duchowe wsparcie, żeby nie padało, bo wtedy Chmura będzie musiał wyciągnąć strój, w którym wygląda jak Buka. Ciekawe czy znów świecą im świetliki :)
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
niedziela, 29 kwietnia 2012
Uff, jak gorąco
Lato zaskoczyło moje obuwie. Pogoda jak marzenie, ale na moje trzewiki zdecydowanie za ciepło. Tak oto siurek założył na raciczki swoje szpile i bawiłam się w grę nie "zaharataj obcasem o chodnik". Pod koniec szło mi (się) nawet nieźle!
To, co zaraz napiszę nie będzie żadną przełomową wiadomością, dlatego entuzjastyczne eureka zachowam sobie na inne okazje, ale muszę zaznaczyć, że po każdej rozmowie telefonicznej z Angolem świat jest jakiś ładniejszy. Lepszy. Rzekłabym nawet, że sympatyczniejszy. Chyba ktoś tu za kimś tęskni troszeczkę :)
Słuchając opowieści o prawie że nagich męskich imprezach starałam się hamować moją wybujałą wyobraźnię i nasuwające się obawy. W końcu impreza to impreza, ma swoje prawa, a skoro puszczono odpowiednią nutę to nie da się wymigać. Dopiero po jakimś czasie poczułam się nieswojo, bo dotarło do mnie, że gdy Angol opisywał mi stroje, to wiedziałam, o których bokserkach Rogera była mowa.
Ostrożniej będzie tego nie analizować :)
Już nie mogę się doczekać, aż napiszę pracę :P
To, co zaraz napiszę nie będzie żadną przełomową wiadomością, dlatego entuzjastyczne eureka zachowam sobie na inne okazje, ale muszę zaznaczyć, że po każdej rozmowie telefonicznej z Angolem świat jest jakiś ładniejszy. Lepszy. Rzekłabym nawet, że sympatyczniejszy. Chyba ktoś tu za kimś tęskni troszeczkę :)
Słuchając opowieści o prawie że nagich męskich imprezach starałam się hamować moją wybujałą wyobraźnię i nasuwające się obawy. W końcu impreza to impreza, ma swoje prawa, a skoro puszczono odpowiednią nutę to nie da się wymigać. Dopiero po jakimś czasie poczułam się nieswojo, bo dotarło do mnie, że gdy Angol opisywał mi stroje, to wiedziałam, o których bokserkach Rogera była mowa.
Ostrożniej będzie tego nie analizować :)
Już nie mogę się doczekać, aż napiszę pracę :P
sobota, 28 kwietnia 2012
Życie toczy się dalej
Ostatnio działy się różne rzeczy, niekoniecznie wesołe, więc nie chcę o nich pisać. Każdy wie, że tak musiało być i już. Wobec pewnych spraw jesteśmy bezsilni.
Pogoda taka piękna, że kusi jak córy Koryntu. Grzechem z niej nie skorzystać, ale zarazem grzechem korzystać - chyba że dam sobie spokój ze snem i nocami napiszę całą moją mgr do końca. Szykuje mi się majówka z Bemem. Przebieram nóżkami ze szczęścia i piszczę z radości jak hamujący pociąg, solennie przysięgając samej sobie, że się wyrobię, a później wszystko odbiję i to z nawiązką. Ten pomysł mi się nawet podoba, więc może plan wypali. Źle - bez może, wypali na pewno! Czasami w takich momentach żałuję, że nie ukończyłam kursu szybkiego czytania... Ale nie warto marudzić, tylko trzeba spiąć poślady i machnąć te jakieś pięćdziesiąt stroniczek.
Joker zrobił mi dzisiaj smrodliwy kawał. Ja mu umyłam zęby, a on odpłacił mi się zjedzeniem gówna. Dał mi do zrozumienia, że smak pasty do zębów jest dobry tylko od czasu do czasu.
Tyle miałam do napisania, że mi się pozapominało co chciałam... to widocznie znak, abym przestała się dekoncentrować i wróciła do mojego ulubionego zajęcia ostatnich tygodni.
PS. Graliście kiedyś w tetris tak długo, że aż zdrętwiały Wam ręce?
Pogoda taka piękna, że kusi jak córy Koryntu. Grzechem z niej nie skorzystać, ale zarazem grzechem korzystać - chyba że dam sobie spokój ze snem i nocami napiszę całą moją mgr do końca. Szykuje mi się majówka z Bemem. Przebieram nóżkami ze szczęścia i piszczę z radości jak hamujący pociąg, solennie przysięgając samej sobie, że się wyrobię, a później wszystko odbiję i to z nawiązką. Ten pomysł mi się nawet podoba, więc może plan wypali. Źle - bez może, wypali na pewno! Czasami w takich momentach żałuję, że nie ukończyłam kursu szybkiego czytania... Ale nie warto marudzić, tylko trzeba spiąć poślady i machnąć te jakieś pięćdziesiąt stroniczek.
Joker zrobił mi dzisiaj smrodliwy kawał. Ja mu umyłam zęby, a on odpłacił mi się zjedzeniem gówna. Dał mi do zrozumienia, że smak pasty do zębów jest dobry tylko od czasu do czasu.
Tyle miałam do napisania, że mi się pozapominało co chciałam... to widocznie znak, abym przestała się dekoncentrować i wróciła do mojego ulubionego zajęcia ostatnich tygodni.
PS. Graliście kiedyś w tetris tak długo, że aż zdrętwiały Wam ręce?
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Łuska karpia
Nigdy nie wiadomo, kiedy można na drodze spotkać chmury. Podobnie jest z Chmurą ukołowionym, ale nie skołowanym, będącym czasem ukołkowionym, lecz to podczas spotkań o wysokiej kołkowości :) Dlatego teraz spacerując z Jokerem będę uważać na rowerzystów. Na marginesie - zabawka Jokera odzyskana!
Jedna mała przesyłka, a może dać tyle radości. Przyszedł dziś do mnie mój nowy portfel. Z entuzjazmem przepakowałam zawartość starego do nowego, z pominięciem kilku zbędnych rzeczy (z każdym nowym portfelem noszę w nim mniej rupieci), takich jak paragony, stare karty EKUZ i łuska karpia. Co prawda tej ostatniej nie chciałam się pozbywać, ale Joker zadecydował inaczej. Zapomniałam jej zabrać z zasięgu jego języka i Joker zaczął ją żuć, gdy tylko ją wywęszył. A to była łuska na szczęście, z wigilijnego karpia! Miałam dzięki niej mieć dużo pieniędzy! Teraz Joker będzie je miał. Bez sensu.
Lecz nie nowy portfel mnie tak uradował, tylko dołączona do koperty paczuszka wyselekcjonowanych niebieskich skittles, moich ulubionych :)
Angol dotrzymał słowa. Takiego mam fajnego chłopaka, a co, pochwalę się :)
Bo mogę (+ ucieszy się, że go chwalę).
Poza tym nic nowego, ciągle to samo i bardzo, ale to bardzo chciałabym, żeby pewne rzeczy już się skończyły. Chyba już wystarczy.
Pogoda taka piękna. Tak zielono. Trzeci rozdział skończony. Nie jest tak źle :)
Jedna mała przesyłka, a może dać tyle radości. Przyszedł dziś do mnie mój nowy portfel. Z entuzjazmem przepakowałam zawartość starego do nowego, z pominięciem kilku zbędnych rzeczy (z każdym nowym portfelem noszę w nim mniej rupieci), takich jak paragony, stare karty EKUZ i łuska karpia. Co prawda tej ostatniej nie chciałam się pozbywać, ale Joker zadecydował inaczej. Zapomniałam jej zabrać z zasięgu jego języka i Joker zaczął ją żuć, gdy tylko ją wywęszył. A to była łuska na szczęście, z wigilijnego karpia! Miałam dzięki niej mieć dużo pieniędzy! Teraz Joker będzie je miał. Bez sensu.
Lecz nie nowy portfel mnie tak uradował, tylko dołączona do koperty paczuszka wyselekcjonowanych niebieskich skittles, moich ulubionych :)
Angol dotrzymał słowa. Takiego mam fajnego chłopaka, a co, pochwalę się :)
Bo mogę (+ ucieszy się, że go chwalę).
Poza tym nic nowego, ciągle to samo i bardzo, ale to bardzo chciałabym, żeby pewne rzeczy już się skończyły. Chyba już wystarczy.
Pogoda taka piękna. Tak zielono. Trzeci rozdział skończony. Nie jest tak źle :)
piątek, 20 kwietnia 2012
czwartek, 19 kwietnia 2012
Hokejowe plany wstępne
Uśmiecha się do mnie łyżka i wcale nie zwariowałam.
Przypomniało mi się, dlaczego tak bardzo polubiłam Bema. Wszystko przez kurczęta. Ach, jak drób łączy ludzi! Bądź co bądź, zostanie sentyment. Do Bema i do kurczaków :)
Waszym zdaniem - skoro ostatnio dość często śni mi się uprawianie sportu (konkretniej jazda na łyżwach), to czy oznacza to, iż mój mózg domaga się ruchu? Czy raczej to oznacza, że mój syn będzie sławnym i utalentowanym hokeistą - po tatusiu? :D
Od razu prostuję, że nie ma żadnego syna w drodze, więc zacierający z radości ręce niech przestają je zacierać. Teoretycznie sobie gdybam. Bo gdybym miała tych, powiedzmy, trzech synów, to któryś z nich mógłby zostać hokeistą... małe dzieci na łyżwach wyglądają tak uroczo!
Ekhm. Wystarczy gdybania. Ostatnio przez moją głowę przewalają się miliony szalonych myśli i jakoś muszę odreagować. Jakby móc tak przesunąć wskazówki zegara do czerwca i załatwić to wszystko pomiędzy w przyspieszonym tempie, byłoby fantastycznie...
Szkoda, że nie jest.
Przypomniało mi się, dlaczego tak bardzo polubiłam Bema. Wszystko przez kurczęta. Ach, jak drób łączy ludzi! Bądź co bądź, zostanie sentyment. Do Bema i do kurczaków :)
Waszym zdaniem - skoro ostatnio dość często śni mi się uprawianie sportu (konkretniej jazda na łyżwach), to czy oznacza to, iż mój mózg domaga się ruchu? Czy raczej to oznacza, że mój syn będzie sławnym i utalentowanym hokeistą - po tatusiu? :D
Od razu prostuję, że nie ma żadnego syna w drodze, więc zacierający z radości ręce niech przestają je zacierać. Teoretycznie sobie gdybam. Bo gdybym miała tych, powiedzmy, trzech synów, to któryś z nich mógłby zostać hokeistą... małe dzieci na łyżwach wyglądają tak uroczo!
Ekhm. Wystarczy gdybania. Ostatnio przez moją głowę przewalają się miliony szalonych myśli i jakoś muszę odreagować. Jakby móc tak przesunąć wskazówki zegara do czerwca i załatwić to wszystko pomiędzy w przyspieszonym tempie, byłoby fantastycznie...
Szkoda, że nie jest.
Subskrybuj:
Posty (Atom)