Zeszłoroczne krakowskie juwenalia były przeze mnie nazwane najlepszymi ever. Pamiętam to, ponieważ poza tym odważnym stwierdzeniem nie miałam więcej do dodania, a przynajmniej niewiele, bo nie ma się czym chwalić- zabawa była przednia. Cóż, tamte juwenalia towarzysko i fazowo może i były najlepsze (?), ale to ostatnie wywarły na mnie niesamowite wrażenia i wcale nie były gorsze ;)
Zaczęło się od tradycji - siur jedzie do Krakowa, więc leje jak z cebra (scebra?). Typowa pogoda znana z moich wyjazdów do dawnej stolicy, ale tym razem byłam szczególnie niepocieszona, bo nie miałam żadnych odpowiednich butów, które by mi nie przemokły (trampki odpadają) i nie sprawiły, że będę mieć koślawe stopy (glany wykluczone). Poszłam na kompromis i postanowiłam ocalić od zagłady moje pięty. Wraz z Młodym odegraliśmy parodystyczną scenkę pogoni za busem z jedną parasolką w dłoni i to całkiem przypadkowo. Na szczęście udało się nam złapać transport do Krk i umilaliśmy sobie podróż planowaniem wysłania Młodemu wymarzonego motocyklu, kiedy już będę zarabiać kokosy. Włożę mu ten motor do wielkiego pudła, a luki wypełnię żelkami. Wiem, jestem dla niego za dobra, ale ewentualnie od czasu do czasu mogę go rozpieszczać.
Gdy dotarliśmy na Plac Inwalidów, który nie wiadomo skąd wziął swoją nazwę, spotkaliśmy Szczura i Pikę, poczekaliśmy jeszcze na przeuroczą entuzjastkę BB, czyli Wrzosa i ruszyliśmy ku naszemu celowi. Ale zanim wkroczyliśmy na teren czyżynaliów, obaliliśmy cytrynówkę roboty Szczura, która wbrew wybrzydzaniu Młodego była pyszna i przyjemnie rozgrzewała :) Farfocle rządzą! Zamiast spotkać się z Majstrem po wejściu na teren juwenaliów poszliśmy na szybkie piwo, gdyż Majster wolał powyhaczać 14-stki na Grubsonie, w sumie nie wiem, czy mu się to udało, czy nie. A po piwie przyszedł czas na realizację planu Janusza i fikanie na Majkelu Dżelonku vel Kielonku. Trochę się ze Szczurem zapomniałyśmy i stanęłyśmy po złej stronie sceny, ale na szczęście w porę naprawiłyśmy ten błąd. Maniek wypatrywał, wypatrywał, aż wypatrzył, posyłając w naszą stronę uśmiechnięte salutowanie i mógł spokojnie wygłupiać się na scenie dalej. Nie ma co, koncert był jak zwykle fantastyczny, a metalowy wężyk przerósł moje oczekiwania, gdy znienacka jakiś gość ugryzł mnie w policzek. Wiem, że jestem apetyczna, ale na Ozyrysa, tak w biały dzień przy Jelonku? Potem próbował jeszcze raz, bo taki był drapieżny, ale się ulotniłam. Maniek zerwał strunę, Jebik doczekał się kolejnego potomka, więc trzeba było odśpiewać wszelkie możliwe stolaty, a Janusz zrobił swoje. LOL. Po koncercie Jelonka mało grać Illusion, ale zdecydowaliśmy się na piwo z deszczową wkładką (było optycznie więcej trunku). Gdzieś tam pojawiła się Ala z Krystianem, a później przyłączył się do nas Maniuś, zawiadamiając o tym, że na umowie widnieje "Jelonek- noł" i Finowie mają delikatne podniebienia (ale obecnie wszystko im jestem w stanie wybaczyć). Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, podokuczaliśmy trochę, aż po Mańka zadzwonili, że ma się zwijać - więc posłusznie się zwinął.Dobrze było go znów wyściskać, ale mogliby przestać grac na bezprzewodowych gitarach, bo to rujnuje moją wizję kariery w muzyce.
Jako że się siurowi i Młodemu nieco zgłodniało to poszliśmy się posilić, a potem odnaleźć Majstrową. Podczas tej przechadzki Szczur zrobiła sobie fajne białe buty z piany, bardzo szykowne! Przy piwku posłuchaliśmy Hey'a. Dyskutując z Majstrem na temat mojego farta nagle wzrokiem odnalazłam Kaspiana i w te pędy rzuciłam się mu na szyję. Stary, poczciwy Kaspi jak zwykle ucieszył się z niespodziewanego spotkania, poopowiadał co u niego, a ja nie mogę się doczekać na jego starcie z Karolem. Trochę mu zazdroszczę, bo pokazać się w Familiadzie to nie lada gratka! Będę trzymać kciuki, bo jak wygrają to będzie taka impreza, że o makrelo wędzona!
A później zbliżał się czas koncertu Apo i udaliśmy się pod scenę. Co działo się na Apo to już pisałam, więc nie będę się powtarzać, a wszelkie dodatkowe przemyślenia zachowam sobie dla siebie ;)
I niestety, nadeszła pora końca imprezy. Jeszcze zanim nas wyprosili - czy zawsze muszą to nam robić? - zdążyliśmy zagrać w stópki, a później spacerkiem poszliśmy na autobus, ale nie pierwszy, ani drugi, cudem do trzeciego się zmieściliśmy. Było sardynkowo, ale za to poznałam historię pewnego kieszonkowcy i dowiedziałam się, że szkoda sensu.
No bo szkoda.
Na sam koniec podróży okazało się, że Szczurzy instynkt nie zawodzi nawet o 3 nad ranem, a Pika ma cudowny domek i smaczną herbatkę owocową :) Cały wypad zaliczam do fantastycznych, tego właśnie było mi potrzeba.
Dzięki wszystkim!;*
I pamiętajcie, jeżeli nie wiecie jaki bilet kupić -sprawdźcie po cenie.
wtorek, 15 maja 2012
niedziela, 13 maja 2012
Wrażenia (A)po
Myślę, że relacja z samych juwenaliów pojawi się w niedługim czasie, ale teraz chciałam skupić się na jednym elemencie, korzystając z trwającej euforii.
Apocalyptica. Mój pierwszy koncert i przysięgam na wszystkie ogórki tego świata, że nie ostatni. Nie od dzisiaj wiem, że muzyka potrafi zaczarować, ale kolejny raz dałam się temu ponieść. Jestem pełna nieukrywanego podziwu i przeszczęśliwa, że zobaczyłam te wiolonczele na żywo (nie wspominając o wiolonczelistach...). Zmotywowali mnie bardzo, aż zachciało mi się ogarnąć zapisy nutowe i nauczyć się tak wymiatać! Może zabrakło tych ukochanych kawałków, ale dzięki temu jest na co liczyć w przyszłości - prawda Szczurze?
Pozostało mi uczucie niedosytu, mam ochotę na jeszcze i tym następnym razem bardziej się skupię ;) Naprawdę ciężko zachować podzielność uwagi na takim koncercie.
To było zarazem piękne, wzruszające, pełne energii i impulsywności, a do pełni szczęścia brakowało mi tylko glanów.
Co tam. Siniaki na stopach są pocieszne!
Mrrr ^^ <bardzo szeroki uśmiech z przymrużonymi oczami>
Apocalyptica. Mój pierwszy koncert i przysięgam na wszystkie ogórki tego świata, że nie ostatni. Nie od dzisiaj wiem, że muzyka potrafi zaczarować, ale kolejny raz dałam się temu ponieść. Jestem pełna nieukrywanego podziwu i przeszczęśliwa, że zobaczyłam te wiolonczele na żywo (nie wspominając o wiolonczelistach...). Zmotywowali mnie bardzo, aż zachciało mi się ogarnąć zapisy nutowe i nauczyć się tak wymiatać! Może zabrakło tych ukochanych kawałków, ale dzięki temu jest na co liczyć w przyszłości - prawda Szczurze?
Pozostało mi uczucie niedosytu, mam ochotę na jeszcze i tym następnym razem bardziej się skupię ;) Naprawdę ciężko zachować podzielność uwagi na takim koncercie.
To było zarazem piękne, wzruszające, pełne energii i impulsywności, a do pełni szczęścia brakowało mi tylko glanów.
Co tam. Siniaki na stopach są pocieszne!
Mrrr ^^ <bardzo szeroki uśmiech z przymrużonymi oczami>
piątek, 11 maja 2012
"Mózg mnie szczypie"
Kryzys natchnienia! I to w wersji żałosnej, bo śmieszy mnie dzisiaj wszytko, co może wcale nie jest śmieszne, ale mnie bardzo bawi. Tyle mam to się chociaż pośmieję, o.
Zmieniłam sobie nawet dzwonek w telefonie,ho ho, szaleństwo w czystej postaci.
Wczoraj spotkałam się z moją kochaną Bu i wiecie co? Ona jest wspaniała i uwielbiam, jak mówi ^^ Niestety, odkryłam coś, co będzie drażliwą częścią naszej znajomości. Rozmiar jej stopy jest moim pożądanym. Chciałam się na takim zatrzymać, ale natura była silniejsza :(
(Bu, dzięki Ci za wiesz co oraz za trochę późniejsze wiesz co :*)
Na szczęście jutro koniec katorgi przed monitorem i z nosem w notatkach, bo jutro... juwenalia! Jelonek, Illusion, Apocalyptica - brzmi naprawdę zachęcająco. Oby to tylko nie skończyło się dla mnie tak pechowo, jak zeszłoroczne juwenalia, bo na dwa miesiące nie opłaca mi się wyrabiać nowej legitymacji :D
Zmieniłam sobie nawet dzwonek w telefonie,ho ho, szaleństwo w czystej postaci.
Wczoraj spotkałam się z moją kochaną Bu i wiecie co? Ona jest wspaniała i uwielbiam, jak mówi ^^ Niestety, odkryłam coś, co będzie drażliwą częścią naszej znajomości. Rozmiar jej stopy jest moim pożądanym. Chciałam się na takim zatrzymać, ale natura była silniejsza :(
(Bu, dzięki Ci za wiesz co oraz za trochę późniejsze wiesz co :*)
Na szczęście jutro koniec katorgi przed monitorem i z nosem w notatkach, bo jutro... juwenalia! Jelonek, Illusion, Apocalyptica - brzmi naprawdę zachęcająco. Oby to tylko nie skończyło się dla mnie tak pechowo, jak zeszłoroczne juwenalia, bo na dwa miesiące nie opłaca mi się wyrabiać nowej legitymacji :D
środa, 9 maja 2012
Niedobór magnezu
Powieka mi drga. Chyba mam za mało magnezu, ale to wszystko przez kawuchę, ona mi go zabiera. Z drugiej strony nie można mieć wszystkiego, nie?
Nie ma to jak wybrać się z Sąsiadką na poranny pociąg i prawie na niego nie zdążyć. Na szczęście los nam sprzyjał i konduktor też. Prawdopodobnie wzięłyśmy go na litość tymi - przymiotnik "studencki" zawsze działa. W ramach tego, że już za jakiś czas nie będę mogła się nim posługiwać, postanowiłam poszaleć i wybrać się na studenckie imprezy. A co mi tam, możliwe, że to będą moje ostatnie juwenalia, jak szaleć to z klasą!
Jutro czeka mnie od dawna wyczekiwane spotkanie z Bu :) Nie wiem, czy dojdzie do wypłukiwania magnezu z organizmu, ale na pewno będziemy mielić ozorkami, bo dawno się nie widziałyśmy, a tyyyle się wydarzyło... Dlatego dygam uprzejmie i kładę się do łóżka, bo powieki mi opadają, jakby każda ważyła pół tony. Efekty wspominanego porannego pociągu. Muszę się wyspać, by nabrać sił!
Dobranoc i niech nie śnią się Wam woodstockowe koszmary o podkradaniu naszej miejscówki przez Przystanek Jezus :*
Nie ma to jak wybrać się z Sąsiadką na poranny pociąg i prawie na niego nie zdążyć. Na szczęście los nam sprzyjał i konduktor też. Prawdopodobnie wzięłyśmy go na litość tymi - przymiotnik "studencki" zawsze działa. W ramach tego, że już za jakiś czas nie będę mogła się nim posługiwać, postanowiłam poszaleć i wybrać się na studenckie imprezy. A co mi tam, możliwe, że to będą moje ostatnie juwenalia, jak szaleć to z klasą!
Jutro czeka mnie od dawna wyczekiwane spotkanie z Bu :) Nie wiem, czy dojdzie do wypłukiwania magnezu z organizmu, ale na pewno będziemy mielić ozorkami, bo dawno się nie widziałyśmy, a tyyyle się wydarzyło... Dlatego dygam uprzejmie i kładę się do łóżka, bo powieki mi opadają, jakby każda ważyła pół tony. Efekty wspominanego porannego pociągu. Muszę się wyspać, by nabrać sił!
Dobranoc i niech nie śnią się Wam woodstockowe koszmary o podkradaniu naszej miejscówki przez Przystanek Jezus :*
wtorek, 8 maja 2012
Co się dzieje w zapracowanej głowie
Jakieś szaleństwo, paranoja, zatrucie mózgowe, zjazd, albo jeszcze coś, co brzmi podobnie niepokojąco i mogłoby zdefiniować moje samopoczucie. Do stu kołków, przecież tak nie można, ale jak mi coś leży na wątrobie to robię wszystko, żeby sobie z tej wątroby poszło precz, poświęcając na tę rzecz wszystko inne. To jak chwilowe ześwirowanie na punkcie jednej rzeczy. Lub też terapia zastępcza, sama nie wiem. A może jeszcze całkiem co innego.
Zimno mi jakoś, wysokie amplitudy temperatur też źle wpływają na moje nastawienie, a najbardziej z równowagi wyprowadza mnie fakt... hm... w sumie, sama nie wiem który :D
To z księżycem nazywało się perygeum.
Kiedyś kupię sobie krzaczek poziomek i będę sobie je podlewać i doglądać, a potem je zjem.
33.
86.
Pora zabrać się za Norwida.
EDIT:
Humor skutecznie poprawiony - dzięki Szczuuuur :) :*
Zimno mi jakoś, wysokie amplitudy temperatur też źle wpływają na moje nastawienie, a najbardziej z równowagi wyprowadza mnie fakt... hm... w sumie, sama nie wiem który :D
To z księżycem nazywało się perygeum.
Kiedyś kupię sobie krzaczek poziomek i będę sobie je podlewać i doglądać, a potem je zjem.
33.
86.
Pora zabrać się za Norwida.
EDIT:
Humor skutecznie poprawiony - dzięki Szczuuuur :) :*
niedziela, 6 maja 2012
Ani trochę marudnie
Pionowa kreseczka mruga do mnie już od jakiegoś czasu, a ja nie wiem, co napisać. Naprawdę nie chcę marudzić, bo nic mi to nie da, więc zacisnę zęby i poczekam na lepsze czasy, które przyjdą już niedługo (mam nadzieję, że niedługo).
Grozi mi płaskodupie i awers do klawiatury. Oraz do butów zasłaniających pięty - auć.
Wczoraj był ogromny księżyc, widzieliście go? Właściwie trudno było go nie zauważyć, ale czasami można przeoczyć nawet najbardziej rzucające się w oczy sprawy. To zjawisko wielkiego księżyca miało swoją nazwę, ale już zapomniałam, jaką. Moja pamięć jest gorsza niż ser szwajcarski.
Chyba sobie zrobię dzisiaj dzień odpoczynku, bo nic mi nie idzie, nawet tetris...
O, spodobał mi się ten pomysł :)
PS. Niebieskie skittles się skończyły :P
Grozi mi płaskodupie i awers do klawiatury. Oraz do butów zasłaniających pięty - auć.
Wczoraj był ogromny księżyc, widzieliście go? Właściwie trudno było go nie zauważyć, ale czasami można przeoczyć nawet najbardziej rzucające się w oczy sprawy. To zjawisko wielkiego księżyca miało swoją nazwę, ale już zapomniałam, jaką. Moja pamięć jest gorsza niż ser szwajcarski.
Chyba sobie zrobię dzisiaj dzień odpoczynku, bo nic mi nie idzie, nawet tetris...
O, spodobał mi się ten pomysł :)
PS. Niebieskie skittles się skończyły :P
środa, 2 maja 2012
Geje
Moja mama oglądając serial w telewizji, nagle odezwała się do mnie pouczająco: "Geje są zawsze fajni".
Szukam geja dla mamy!
***
A poza tym nie mam życia, tylko piszę, robię przerwy, piszę, robię przerwy, robię przerwy, robię przerwy, a potem na odmianę piszę. Powiem Wam, że już się nie mogę doczekać, aż skończę :)
Szukam geja dla mamy!
***
A poza tym nie mam życia, tylko piszę, robię przerwy, piszę, robię przerwy, robię przerwy, robię przerwy, a potem na odmianę piszę. Powiem Wam, że już się nie mogę doczekać, aż skończę :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)