Gofrownica rozgrzana. Przy okazji popaliła mi dłonie i zaprezentowała się w swoim najgorszym stylu. Nie da się ukryć, że jej najlepsze lata dawno przeminęły, swoje wysłużyła i chyba potrzebna jej emerytura. Gofry choć niedoskonałe i tak były pyszne, a opuszki palców muszą się kiedyś zregenerować. Muszą :)
Zresztą ja zawsze się poparzę. Czy to przy gotowaniu zupy, sosu, nawet durnego makaronu - mam poparzony język, podniebienie albo stopę, zawsze coś. Nie umiem inaczej i cieszę się niezmiernie, że w naszym związku to Angol gotuje :) W przeciwnym wypadku mogłabym się martwić. Pozostają mi jeszcze szanse na poparzenie podczas pieczenia, ale wtedy profilaktycznie używam rękawic i ścierek wszelkiej maści, co nie zawsze pomaga, ale stanowi minimalną ochronę. Królowa mówi, że muszę być ostrożniejsza, za to ja uważam, że choćbym stawała na rzęsach to fatum mnie przechytrzy. Szkoda sił na unikanie nieuniknionego.
Dziś korzystając z zachęcającej pogody i braku planów wraz z Królową wybrałyśmy się w góry, ale nie było nam dane nic poza góralską kapelą i namiastka wędrowania, bo złapał nas deszcz. Pogoda okazała się złudna (pan w radiu nas oszukał!), ale na szczęście miałam kaptur, którym ocaliłam od zafarbowania moją koszulkę. Szkoda by było woodstockowych słoneczników. Ogródek: kiedy spotykam kogoś w woodstockowej koszulce to choć nie znam jegomościa od razu ma u mnie plusa :) Widok Królowej biegnącej w deszczu z polarem na głowie - nieopisywalny, ale przekomiczny, uwierzcie mi na słowo. Tak oto wielki spontaniczny plan zakończył się małą podróżą i frappe w kawiarence, gdzie można "przeczytać kawę i wypić gazetę".
Natknęłam się przez przypadek na nowe miejsce, o którym nie słyszałam, a które bardzo, bardzo, baaardzooo chciałabym zobaczyć. Jeszcze nie wiem, jak to zrobię, ale sami spójrzcie, tak jest bajecznie! Islandia
niedziela, 27 maja 2012
sobota, 26 maja 2012
Turkusowo mi!
Pokusiłam się o większą porcję ekshibicjonizmu niż dotychczas. Ponownie pokolorowałam włosy na turkusowo, tym razem trochę więcej, niż ostatnio.
Czasami kolor jest bardziej zielony.
Czasem bardziej niebieski.
A przede wszystkim bardzo mi się podoba! Szczególnie, gdy bogobojne panie wzywają na mój widok świętych oraz gdy Piernik krzywi się i nazywa mój kolor odgłosem w stylu "łeee". Zastanawiam się, czy nie pójdę w tym o krok dalej, ale to może kiedyś. Póki co pocieszę się moimi czterokolorowymi włosami. Cieszcie się ze mną! :)
***
Wszystkiego najlepszego dla mam, w szczególności dla Królowej, która ma tyle cierpliwości dla swojej córki, że mogłaby obdarować nią pół wiochy :) Sto lat!
piątek, 25 maja 2012
Z sentymentem w tle
Przyśniło mi się dzisiaj tyle rzeczy, że wcale się nie dziwię temu, iż wstałam tak późno. W końcu to wszystko, co się wytworzyło w moim śnie musiało siłą rzeczy zabrać sporo czasu. Bo wędrowałam po górach, kłóciłam się z jakimś zarozumialcem, ukradli mi rower, odwiedziłam tęczowe osiedle i miałam przedziwną przygodę - w sumie, czego ja w tym śnie nie robiłam!
W związku z powyższym dzień mi dzisiaj szybko mija i mało rzeczy zrobiłam. Ale to nie szkodzi, wieczorem podkręcę tempo. Najpierw potupię nóżką przy dźwiękach Mad Vaccine (zobaczymy co to chłopcy szyją), a później będę adorować Iron Mana. Taki jest plan.
Właściwie to chciałam napisać o czymś innym. Niedawno zaczęłam sobie uświadamiać, że moje życie pędzi nieuchronnie ku zakończeniu pewnego rozdziału. Oczywiście, wiedziałam, że prędzej czy później to nastąpi, ale od momentu, kiedy zaczyna się to wydarzać i nie da się od tego wymigać, czuję się nieswojo. Nie do końca zdawałam sobie sprawę z tej zmiany. Cieszę się, ale jednocześnie trochę się boję. To pewnie nic strasznego, ale wizja biletu ulgowego, którego już nigdy nie będę mogła dla siebie kupić przyprawia mnie o drżenie dolnej wargi. Refleksje prowadzą mnie do początków - do Krakowa i przedziwnych, ale sympatycznych dni spędzonych na Piastowskiej, do poznawania Katowic i posiedzeń nad zapiekanką w Kredensie, do moich edytorów, którzy też gdzieś się rozpierzchli. Będzie mi tęskno za tymi czasami. Pewnie z tego powodu ciągle nie wypisałam mojej karty egzaminacyjnej i indeksu, chociaż zazwyczaj robiłam to wcześnie - żeby było ładnie napisane (estetyzm ponad wszystko!).
Dzięki Pierniczku za Dobrą Karmę. Dosłownie i w przenośni :)
Żeby nie zakończyć tak smętnie to dodam, że Angol nie ma mojego numeru telefonu, a ja śmieję się z tego po hiszpańsku. Jajaja :)
W związku z powyższym dzień mi dzisiaj szybko mija i mało rzeczy zrobiłam. Ale to nie szkodzi, wieczorem podkręcę tempo. Najpierw potupię nóżką przy dźwiękach Mad Vaccine (zobaczymy co to chłopcy szyją), a później będę adorować Iron Mana. Taki jest plan.
Właściwie to chciałam napisać o czymś innym. Niedawno zaczęłam sobie uświadamiać, że moje życie pędzi nieuchronnie ku zakończeniu pewnego rozdziału. Oczywiście, wiedziałam, że prędzej czy później to nastąpi, ale od momentu, kiedy zaczyna się to wydarzać i nie da się od tego wymigać, czuję się nieswojo. Nie do końca zdawałam sobie sprawę z tej zmiany. Cieszę się, ale jednocześnie trochę się boję. To pewnie nic strasznego, ale wizja biletu ulgowego, którego już nigdy nie będę mogła dla siebie kupić przyprawia mnie o drżenie dolnej wargi. Refleksje prowadzą mnie do początków - do Krakowa i przedziwnych, ale sympatycznych dni spędzonych na Piastowskiej, do poznawania Katowic i posiedzeń nad zapiekanką w Kredensie, do moich edytorów, którzy też gdzieś się rozpierzchli. Będzie mi tęskno za tymi czasami. Pewnie z tego powodu ciągle nie wypisałam mojej karty egzaminacyjnej i indeksu, chociaż zazwyczaj robiłam to wcześnie - żeby było ładnie napisane (estetyzm ponad wszystko!).
Dzięki Pierniczku za Dobrą Karmę. Dosłownie i w przenośni :)
Żeby nie zakończyć tak smętnie to dodam, że Angol nie ma mojego numeru telefonu, a ja śmieję się z tego po hiszpańsku. Jajaja :)
środa, 23 maja 2012
Same dymary
Kawka i Black Label Society (Sausage). Mmm.
Takich wyluzowanych dni nie pamiętam od ferii zimowych! Nadszedł czas bindowania i zwolniłam tempa. Bardzo mi z tym wygodnie. Każdemu się należy trochę odpoczynku, a zaprawdę, nie ma lepszego uczucia od wypełniała punktów z listy pt "Jak już skończę to pisać/uczyć się to zrobię" - i tu następują wszystkie pragnienia i zachcianki, które przychodziły do głowy podczas ślęczenia nad notatkami i przy monitorze, bynajmniej nie oglądając youtube.
No dobra, może trochę, ale przerwy w ciężkiej pracy są wskazane.
Przy okazji nadrabiam zaległości towarzyskie. Starając się pomóc Sąsiadce przy jej dziele przekonałam się, że pedagodzy mają jakieś dziwne nazwiska. Do tej pory nie wiem, jak odróżnić dobra pistację od złej, ale obserwując swój organizm mogę potwierdzić, że partia zjedzona tamtej nocy była w porządku. I zrobiłam piękna bibliografię, prawda Sąsiadko? Powiedz, że tak!
Miałam też okazję ponarzekać na zęby, brak odpowiednich balerinek, które by nie ocierały albo nie śmierdziały i pałaszowanie chipsów w towarzystwie Aneka. Plan resocjalizowania się wypełniony w 50%, reszta w dalszej części tygodnia.
Miałam też w zanadrzu jakąś fascynującą opowiastkę, ale już zapomniałam, co to było. Trudno.
EDIT: Przypomniało mi się :D
To była rozmowa z Królową. Wychodzę z toalety i idę do kuchni, gdzie Królowa coś szykowała.
- Ale ładnie pachniesz! - mówi. - Co to?
- Odświeżacz do powietrza z wc.
So true.
Wiecie, że Joker regularnie szantażuje mnie emocjonalnie? Gdy wypędzam go z łóżka, w którym on wyciąga łapy w górę i świeci podwoziem, to najpierw stęka, a za chwilę dostaje czkawkę. Próbuje w ten sposób wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia i ... cholera, udaje mu się!
PS. Wczoraj urodzinki miały moje dwa Promyczki Internetowe. Buziaki dla Was :* Gdyby nie idea bloga to bym Was nie znała :)
Takich wyluzowanych dni nie pamiętam od ferii zimowych! Nadszedł czas bindowania i zwolniłam tempa. Bardzo mi z tym wygodnie. Każdemu się należy trochę odpoczynku, a zaprawdę, nie ma lepszego uczucia od wypełniała punktów z listy pt "Jak już skończę to pisać/uczyć się to zrobię" - i tu następują wszystkie pragnienia i zachcianki, które przychodziły do głowy podczas ślęczenia nad notatkami i przy monitorze, bynajmniej nie oglądając youtube.
No dobra, może trochę, ale przerwy w ciężkiej pracy są wskazane.
Przy okazji nadrabiam zaległości towarzyskie. Starając się pomóc Sąsiadce przy jej dziele przekonałam się, że pedagodzy mają jakieś dziwne nazwiska. Do tej pory nie wiem, jak odróżnić dobra pistację od złej, ale obserwując swój organizm mogę potwierdzić, że partia zjedzona tamtej nocy była w porządku. I zrobiłam piękna bibliografię, prawda Sąsiadko? Powiedz, że tak!
Miałam też okazję ponarzekać na zęby, brak odpowiednich balerinek, które by nie ocierały albo nie śmierdziały i pałaszowanie chipsów w towarzystwie Aneka. Plan resocjalizowania się wypełniony w 50%, reszta w dalszej części tygodnia.
Miałam też w zanadrzu jakąś fascynującą opowiastkę, ale już zapomniałam, co to było. Trudno.
EDIT: Przypomniało mi się :D
To była rozmowa z Królową. Wychodzę z toalety i idę do kuchni, gdzie Królowa coś szykowała.
- Ale ładnie pachniesz! - mówi. - Co to?
- Odświeżacz do powietrza z wc.
So true.
Wiecie, że Joker regularnie szantażuje mnie emocjonalnie? Gdy wypędzam go z łóżka, w którym on wyciąga łapy w górę i świeci podwoziem, to najpierw stęka, a za chwilę dostaje czkawkę. Próbuje w ten sposób wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia i ... cholera, udaje mu się!
PS. Wczoraj urodzinki miały moje dwa Promyczki Internetowe. Buziaki dla Was :* Gdyby nie idea bloga to bym Was nie znała :)
niedziela, 20 maja 2012
Rekompensata
Intensywna praca intelektualna odchudza. Stanęłam dzisiaj na wagę i zauważyłam brak dwóch kilogramów. Oczywiście od razu je uzupełniłam - pączek, serniczek od mamusi, chipsy, piwo od brata, kawałek tortu urodzinowego (mmm!). Kocham jeść! :P
Przez krótki moment miałam namiastkę czekającego mnie życia i zrobiło się pusto. Ale tak naprawdę, tak w głębi serca, to nie mogę doczekać się czasów, gdy naszym największym zmartwieniem będzie pytanie "jak pojedziemy na woodstock?"
Przez krótki moment miałam namiastkę czekającego mnie życia i zrobiło się pusto. Ale tak naprawdę, tak w głębi serca, to nie mogę doczekać się czasów, gdy naszym największym zmartwieniem będzie pytanie "jak pojedziemy na woodstock?"
piątek, 18 maja 2012
Blisko końca
Łapię wiatr w żagle i macham wiosłami tak, ze brak mi tchu. Do abordażu! Trzeba to finiszować, bo mi całkiem we łbie się poprzewraca :P
Serdecznie pozdrawiam znad pracy magisterskiej.
!!!
Serdecznie pozdrawiam znad pracy magisterskiej.
!!!
środa, 16 maja 2012
Trzeźwość umysłu
Wstawanie wcześnie rano nie należy do moich hobby. Zazwyczaj rano jestem trochę roztargniona i niektóre czynności wykonuję mechanicznie. Tym bardziej gdy mnie budzik wrzuca w rzeczywistość zaraz na początku dobrze zapowiadającego się snu, jestem jedną nogą w tamtym moim świecie. Dlatego wcale nie jest dziwne to, co zaraz napiszę.
Otóż dziś, podczas obserwowania doświadczeń w czasie porannego wykładu z fizyki nagle zorientowałam się, że chyba ubrałam nie swoje spodnie. Zaczęłam oglądać kieszenie i guzik, które tylko pogłębiały moją niepewność, i wydawały mi się jakieś obce... Aż musiałam zadzwonić do Królowej i zapytać, czy przypadkiem nie podkradłam jej odzienia.
Podobno poprawiłam jej humor :D
A spodnie jednak założyłam swoje, tylko nie pamiętałam, że takie mam. Nie, żebym je miała ubrane dwa dni wcześniej, cóż - czasem żyję w innym wymiarze ^^
I ciągle nie zjadłam kinder bueno, choć taką mam na nie dziką ochotę rrroaarrrr!
Otóż dziś, podczas obserwowania doświadczeń w czasie porannego wykładu z fizyki nagle zorientowałam się, że chyba ubrałam nie swoje spodnie. Zaczęłam oglądać kieszenie i guzik, które tylko pogłębiały moją niepewność, i wydawały mi się jakieś obce... Aż musiałam zadzwonić do Królowej i zapytać, czy przypadkiem nie podkradłam jej odzienia.
Podobno poprawiłam jej humor :D
A spodnie jednak założyłam swoje, tylko nie pamiętałam, że takie mam. Nie, żebym je miała ubrane dwa dni wcześniej, cóż - czasem żyję w innym wymiarze ^^
I ciągle nie zjadłam kinder bueno, choć taką mam na nie dziką ochotę rrroaarrrr!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

